No i stało się... Falunowe przeziębienie dopadło mnie trzeci już raz:/. Mam nadzieję, że to już ostatni...
To mój pierwszy wpis po powrocie z Polski więc czuję sie w obowiązku niejako napisać trochę o tym co być może się zmieniło tutaj;).
To, co przede wszystkim rzuca sie w oczy to duuuużo Polaków:). Ok, faktycznie fajnych;). Natomiast reszty nowego składu Britsenowego jeszcze zbyt dobrze nie poznałam ze wględu na moją niedyspozycję obecną. Wprawdzie w

weekend miniony wielu spośród "newcomersów" było na domówce u Niemców, ale ciasnota taka, "crowded";), że nie było gdzie stopy postawić, co Marioli ewidentnie przeszkadzało.. (chyba za bardzo wygodnicka sie zrobiła;)).
To co mnie cieszy wciąż, to snieg za oknem:), który w połączeniu z temperaturą rzędu tylko kilku stopni poniżej zera daje całkiem przyjemne wrażenia:).
To może dla równowagi coś mniej miłego - złotówka się chwieje..korona szaleje.. biedniejemy tutaj niestety.. Ale cóż poradzić - jak to już kiedyś usłyszałam - zachciało się tak daleko na Północ, to proszę bardzo... No i jakos poradzić będzie trzeba:). Póki co zainwestowałam w półroczny karnet na fitness aby mniej wydawać na jedzenie. Słowem - nastąpiło przesunięcie środków;). I jeszcze sie okaże, że w końcu Mariola nauczy się rozsądnie gospodarować pieniędzmi..hehe...:D
Zapomniałabym.. Zostałam nowym bossem kitchenowym;) w mojej korytarzowej kuchni. W sumie to sama sie nim mianowałam;D Ale ktoś musi przecież czuwać nad tym, co się czasem wyczynia w A-down, bo czasem "kitchen is out of control":D.
Z ciekawostek to moze jeszcze o sylwestrze w britsen;)? Bardzo fajna impreza z tego wyszła:). Jako że Agnes chorowała w sylwestra (tego "prawdziwego") postanowiliśmy tutaj jej zorganizować party:). Jak na sylwestra przystało, były przekąski i szampan:). Z tym że z szampanem to dość "przebojowo". Najpierw robiąc zakupy totalnie zapomnieliśmy, że jednak przydałyby się bąbelki i dosłownie spod prysznica wypadłam z przerażającą myslą, ze nasz sylwetster odbędzie sie bez szampana. Ale bąbelki zdobyłam:). Z tym, ze pozbawione niemal procentów, bo na wizytę w Systembolaget było już za późno.. Kolejna przygoda bezpośrednio związana z owym brakiem procentów była taka, ze rzeczony "szampan" zamarzł kiedy chłodził się chwile w zamrażarce:D. No i o północy nie wystrzelił... Ale na szczęście na odsiecz przybyli kolejni imprezowicze z butelką "prawdziwego" szampana. I wszystko dobrze się skończyło:).