Intensywnie bardzo minął weekend ;), ale za to efektywność poniżej poziomu zerowego. Od dziś znowu zabieram się do pracy - szwedzki sam się nie nauczy, a szkoda ;).
Lekarstwo, które zaaplikowałam sobie w piątkowy wieczór okazało się strzałem w dziesiątkę - pożegnałam się z moim przeziębieniem, mam nadzieję, że póki co ostatecznie. Ale cóż sie dziwić - też bym uciekała, gdyby ktoś mnie najpierw porządnie podtopił a potem jeszcze wytrząsł i wytelepał ;D.
W sobotę próbowałam z kolei swoich sił w kuchni i chciałam upiec ciasto urodzinowe, które wcześniej obiecałam. No i... cóż, chwalić sie nie będę - wyszedł zakalec ;/. Niestety. Moja mama była niepocieszona. Ja tym bardziej, bo mogłam z tych kilku jajek przecież zrobic jajecznicę, skoro i tak biegałam do marketu po gotowe ciasto;). Ostatecznie jednak coś udało się sklecić, nie było najgorsze w smaku. Luz, ale już za ciasto w Britsen szybko sie nie zabiorę.
Na koniec jeszcze rzut oka na tytułową złotą polską jesień w Falun ;)


1 komentarz:
Kaś, jesień w Falun przypomina złotą, mazurską jesień! U nas przez ostatnich kilka dni lało, ale dziś błękit :D
Prześlij komentarz