poniedziałek, 15 września 2008

Zapiski lotniskowe

tekst pisany ok 22:30, Arlanda Airport


No dobrze, to korzystając z okazji i z nastroju, trochę refleksyjniej będzie dzisiaj. Tak, tak – masz nastrój, Mariolu – wykorzystaj go J. Właśnie startuje piąty samolot SAS, od kiedy ulokowałam się na dwóch czerwonych fotelach w Sky City na lotnisku w Arlandzie(gwoli ścisłości – moje zgrabne cztery litery wciąż się mieszczą na jednym – drugi okupuje moja torebka). Dzisiaj Mariola zdecydowanie przesadziła z bagażem – a jako że bilet kupowałam dwa miesiace temu, nie spodziewałam się, że zabiorę więcej niż 20 kg, więc opłaciłam tylko tyle, co było posunięciem zdecydowanie nietrafionym (przecież znam siebie od dobrych dwudziestu lat z małymi odsetkami nawet, ech..). Bo tyle ważnych rzeczy mi się ostatecznie uzbierało do zabrania, że na check-inie okazało się, że zamiast rzeczonych 20 moja waliza waży 36(!) kg. Nawet ja się za głowę złapałam. Nie wspomnę, że mój bagaż ręczny składał się z torebki, małej torby z lekkimi ciuchami i laptopa, do którego dorzuciłam kilka książek. Jak na moje oko – było tego na pewno z 15 kg, więc dobrze, że ręczny nie podlegał ważeniu. Na szczęście kobieta w check-in pointcie okazała się być dość wyrozumiałaJ - i po zrobieniu z siebie słodkiej idiotki, która nie potrafi oszacować wagi bagażu i miała mnóstwo tak ważnych rzeczy do zabrania udało mi się zapłacić tylko za 5 kg nadbagażu zamiast w sumie 20. Co oznacza, że pieniądze tymczasowo zaoszczędzone na stomatologu musiały i tak zostać wydane. Shit. No ale – nie narzekam. Mój portfel mógł ucierpieć dużo bardziej, gdyby nie ludzkie podejście pani na odprawie, za które Mariola serdecznie dziękujeJ

Zanim jeszcze wróce do obiecane tonu refleksyjnego – mała informacja: samolot przyleciał o 21:40, natomiast pociąg do Falun wyjeżdza dopiero o 6:34;). Tak więc upojna noc na lotnisku przede mną. Ale nie jest źle – fotele mam, kabanosy mam;), żubrówkę do popicia też;). Zresztą pobieżna bierna obserwacja obszaru, na którym przychodzi mi spędzać noc, przyniosła wyniki w postaci takiej, że nie jestem tu sama;). Na wyściełanych skórą ławeczkach są nawet ludzie, którzy śpią wygodnie wyciągnięci jak gdyby nigdy nic. Obok ławeczek stoją ich wózki z bagażami, na co tkwiąca we mnie polska mentalność puka się w czołoJ. Ja rozumiem, że Szwecja, to nie Polska, ale że aż do tego stopnia (!)?

Wracając do refleksji – nigdy wcześniej nie pomyślałabym, że tak kiedyś powiem, ale jednak stało się;). Mariola zakochała się… w lataniuJ. Tak, z moim panicznym lękiem wysokościJ. Wielkie słowa podziękowania należą się w tym względzie Imperatorowi, który namówił mnie w zasadzie na pierwszą podróż lotniczą i mi w niej towarzyszył. Ech, to uczucie, kiedy samolot odrywa się od pasa startowego – bombaJ. Jednak to, co zauroczyło mnie najbardziej, to latanie nocą – dzisiaj prawie pełny księżyc znowu się do mnie uśmiechał;). No nie – bo jeszcze się zrobi ze mnie romantyczka i sama ze sobą nie będę wytrzymywać, nie mówiąc o potencjalnych kandydatach na ewentualnych partnerów życiowych;).

Co mnie ostatnimi dniami lekko bawiło z kolei, to powracające - z okazji urodzin tym razem - życzenia poznania jakiegoś ciekawego Szweda,a nawet niekoniecznie Szweda;), za które z serca całego dziękuję, bo wiem, że płyną one z serca właśnie. A w tak zmasowanej ilości, być może nawet coś się z tego spełni;). Nawet moja mama, jak się zdaje, dołączyła do tego chóru, bo rozmawiając ze mną czasem pyta się czy kogos nie poznałam. No ale Mariola przecież wcale nie jest jeszcze taka stara :D. Czy nie??J

ps. Ostatecznie moje zmęczenie wygrało i spałam na czerwonym fotelu z nogami wyciągniętymi na walizce i z torebką i laptopem pod ręką. Na wszelki wypadek. Na szczęście mój stan posiadania nie uległ zmianie po ponad 4 h drzemki;). Więc jednak jest to możliwe:).

Brak komentarzy: