W końcu, nareszcie - jest. Chwila wytchnienia po kilku intensywnych dniach. Pędzenie na wariata we wtorek na najwczesniejsze seminarium aby zdążyć na pociąg, z którego miałam się z kolei nie śpieszyć na odprawę na lotnisku. Bez śniadania (zło:)) i po przespaniu jakichś 3 h. Po to tylko aby dowiedziec sie, ze w Arlandzie musze czekac 3 h extra na samolot do Wawy. Dzielnie próbowałam walczyć z konstytucją i rozwiązywać jakieś śmieszne testy, tak ulubione przez kierownika katedry... Nawet podczas lotu próbowałam.. do czasu gdy z pasjonującej lektury art. 154 konstytucjiwyrwał mnie porazający blask Księzyca, który rozgościł sie za moim okienkiem (pierwszy raz lecąc w nocy miałam takiego farta, że siedziałam z przodu, nikt nie siedział obok, całe okienko było moje no i jeszcze ten Księżyc...hmmm - niesamowity tak z bliższej odległości:))
Dwa dni w stolicy to istny maraton - odzwyczaiłam sie od takiego tempa w Falun.. No i ci ludzie pchajacy się wszędzie na czerwonym.. Cięzko spotkać się z niektórymi chociaż najbliższymi osobami w tak krótkim czasie... No i wniosek ogólny - dopiero teraz, kiedy trochę Falunowego początkowego zamieszania już za mną i kiedy miałam możliwość spotkać niektóre wspaniałe buzie:) uświadomiłam sobie, ze będę za nimi naprawdę tęsknić.. Ale do grudnia juz niedaleko przeciez:)
Wczorajszy egzamin... hmm... przyznam szczerze - nie wydał mi się aż taki zły, ale w czerwcu tez miałam takie wrazenie i skończyło sie zonkowo;) Z tą różnicą, ze teraz dr Z nie będzie sprawdzał prac osób, które oblały w czerwcu, która to informacja wywindowała morale powtórkowiczów az po nieboskłon;) i co tu duzo mowic, znaczaco zwiekszyla szanse Marioli na kontynuowanie studiow na WPiA po powrocie z zimnej Szwecji. Ale nie zapeszajmy.
Dziś jeszcze miało miejsce w moim życiu ważne wydarzenie - wizyta u stomatologa. Ale bynajmniej nie zwykłe borowanie czy coś w ten deseń, do czego po dzieciecej traumie (pani dentystka zamiast zęba borowala mi dziąsła;)) w końcu sie przekonałam. Nie - Mariola miała mieć wyrwaną osemkę. I przypuszczam, że to m.in. moje przerazenie, które było czytelne z kazdej strony sprawiło, że wygrałam negocjacje w sprawie terminu egzekucji. Odroczona do grudnia;). No i mogłam się porządnie najeść po powrocie do domu:)
ps. Tomek - zakupiłam już kabanosy:D
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

1 komentarz:
kabanosy i do przodu:D
podpisano: specjalista prawa pracy (czyt. debil-artysta):)
P.S. Nawiązując do tytułu wpisu, dziś (sobota) w Warszawie skandynawska inicjatywa - WALKATHON. Na Podzamcze marsz! Spacerując zarabiasz pieniądze na szczytny cel - płacą sponsorzy:) Bardzo fajna impreza, polecam.
Prześlij komentarz