środa, 24 września 2008

Zawsze coś - gdzieś - nie wiadomo gdzie

Rano podniosło się Marioli ciśnienie - powodów nie będę zdradzać, ale nawet dobrze złożyło się, że poszłam na poranną grupę seminaryjną, bo trochę po drodze ochłonęłam.
Btw. bałagan sie porobił straszny wczoraj z grupami właśnie i część studentów została przypisana do obydwu po zredukowaniu trzeciej - mojej. Rozdwoić się miałam też ja, ale podarowałam sobie popołudniowe zajęcia. W końcu trzeba odpocząć po bardzo męczącym tygodniu;).

W drodze powrotnej postanowiłam trochę zboczyć z utartego przez miesiąc szlaku, korzystając z tego, że wracałam sama;). I jakaż mnie nagroda za to spotkała:). Znalazłam swoją "Drogę pod Reglami" w Falun. Tak wymarzone miejsce do biegania, że kiedy już zbliżałam się do Britsen myślałam tylko o tym, żeby najpierw zjeść (a jakże:)), a potem włożyć butki i wypróbować nowy teren.
Wszystko świetnie - byłam pod wrażeniem, jaką mam piękną trasę. Moje serducho również:D. Trochę odwykło od wzniesień i uniesień;). Ostatnio zaserwowałam mu trochę takiego wysiłku w lutym na obozie w Zakopcu. Teraz trzeba wybierać się tam trochę częściej. Szkoda tylko, że wciąż nie mam żadnej mapy - starałam się wprawdzie biegać też na przełaj, ale trochę się obawiam, że zapedzę się za daleko i trafię na jakiegoś łosia czy coś;).

A w ramach "rozciągania" po treningu - wizyta w Etage;).

1 komentarz:

Tomek K. pisze...

Kasiu a co z rowerem?:) nabyłaś i śmigasz?