środa, 13 sierpnia 2008

Jeszcze tylko... 5 dni:)


Tak właśnie. Już za 5 dni będę wypatrywać swoich niemałych bagaży na taśmie na lotnisku w Sztokholmie. Potem tylko krótki trip szwedzkimi kolejami i będziemy razem z Asią-koleżanką z IPS-na miejscu przeznaczenia, które na dzień dzisiejszy dla nas zwie się Falun i leży w środkowej prowincji Szwecji - Dalarnie, której znakiem rozpoznawczym jest tradycyjny czerwony konik:). Mało tego - miasteczko to jest stolica tej prowincji, a więc przeprowadzka nie tak znowu drastyczna, bo ze stolicy od stolicy nas czeka:P.

Do tej pory kiedy ktoś pytał mnie gdzie dokładnie będę, to musiałam tłumaczyć, co to za miasto i gdzie leży. Tylko jeden, jedyny kolega (btw. komentator sportowy) gdy usłyszał "Falun", od razu skojarzył ze skocznią narciarską i wiedział o co chodzi:). Brawa dla niego!:)

Póki co niby wszystko wygląda na załatwione - akademik opłacony (przelew zagraniczny za 20 zł - zdzierstwo:)) , Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego już dołączyła do plastików w portfelu, nocleg po przylocie zabukowany, nawet nowy paszport mam:) - z takim zdjęciem, że spokojnie przyjęliby mnie na jego podstawie do oddziału komandosów:P
Największym wyzwaniem wciąż wydaje mi się zapakowanie niezbędnych do przeżycia rzeczy w 40 kg bagażu. A przecież same kosmetyki z 5 kg zaważą:). Szczęście w nieszczęściu, że we wrześniu wracam zdać (tym razem na pewno:)) konsta, to i coś jeszcze zabiorę z powrotem. Zastanawiam się jeszcze jak przemycić jakieś kabanosy czy coś, bo przecież Puchacz bez tego długo nie pociągnie:).

Brak komentarzy: