Dzisiaj już zresztą trzeci dzień:) Dwa poprzednie to "robota papierkowa", czyli rejestracje, zapisy, decyzje o ostatecznym wyborze przedmiotów, oczekiwanie na specjalne karty umożliwiające w ogóle poruszanie się po kampusie i wchodzenie do sal wykładowych. Nie było najgorzej - przeżyliśmy:). Przeżyłyśmy też we dwie z Asią szok, gdy pani z biura akademikowego powiedziała, że nie mają w Falun czegoś takiego jak "post office" i możliwości wysłania listu należy szukać w "Havannamagasinet" - w skrócie - sklepik z gazetami;). Potem jednak nasze wspaniałe informatory pozwoliły nam odnaleźć adres poczty. Takiej prawdziwej, z której Szwedzi po restrukturyzacji (paczki można odbeirać m.in. w supermarketach) pewnie już nie bardzo korzystają.
Spotkaliś,my się też już z wykładowcami prowadzącymi nasze kursy - sympatyczni ludzie, zwłaszcza niezwykle milutki profesor od wstępu do społeczeństwa i kultury szwedzkiej. Co ciekawe, już na początku kursu zaprosił nas do swoejgo miasta - Uppsali (200 km od Falun) na lunch do swojego domu:). Na sali siedziało wtedy pewnie ok. 50 osób:).
W drodze do domu odkryłyśmy całkiem spore centrum handlowe, które skutecznie chowa się przed oczami niewtajemniczonych:) i zaliczyłyśmy sukces w postaci powstrzymania sie od wejscia na kanapke do Maca:).
Dzisaj z kolei czeka nas wycieczka po Falun. Zobaczymy:)
Spotkaliś,my się też już z wykładowcami prowadzącymi nasze kursy - sympatyczni ludzie, zwłaszcza niezwykle milutki profesor od wstępu do społeczeństwa i kultury szwedzkiej. Co ciekawe, już na początku kursu zaprosił nas do swoejgo miasta - Uppsali (200 km od Falun) na lunch do swojego domu:). Na sali siedziało wtedy pewnie ok. 50 osób:).
W drodze do domu odkryłyśmy całkiem spore centrum handlowe, które skutecznie chowa się przed oczami niewtajemniczonych:) i zaliczyłyśmy sukces w postaci powstrzymania sie od wejscia na kanapke do Maca:).
Dzisaj z kolei czeka nas wycieczka po Falun. Zobaczymy:)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz