Tyle czasu minęło od ostatniego wpisu, że aż nie wiem od czego zacząć... Bo działo się dużo i to na bardzo różnych płaszczyznach.
Usprawiedliwiać się z niepisania nie będę, bo i nie ma z czego - po prostu jakoś mi nie po drodze było do blogspota. Nawet bezproduktywne dłuższe i krótsze chwile celebrowałam z namaszczeniem, chyba już coraz bardziej świadoma tego, że przecież lenistwo takie prędzej już niż później musi się skończyć. Nawet mimo tego, że przecież brakuje mi jednocześnie już coraz bardziej mojego zabieganego życia. I w ogóle Polski mi brakuje. Z przyczyn wielu, do których jakiś czas temu dołączyła najważniejsza... Chociaż z drugiej strony to nie tak, że mi tutaj jest źle:) Bo przecież tak nie jest, ale - jeszcze się taki nie narodził, co by Marioli dogodził:) (a może jednak;)?)...
Niemniej, do rzeczy powracając, ostatni prawie już miesiąc, jako się już rzekło, minął bardzo intensywnie i niezwykle szybko.. 2 tygodnie odliczania do wylotu do Polski, w międzyczasie intensywny wysiłek naukowy podjęty w celu uzyskania całkowicie wolnego od jakichkolwiek trosk tygodnia w PL. W całym tym pędzie, zadowolona z siebie, że udało mi sie ukończyć w nocy tuż przed wyjazdem pracę na seminarium, wysłałam zamiast rzeczonej pracy tekst zadania, którym mieliśmy się zająć:) i szczęśliwa wymaszerowałam na pociąg w środku nocy w asyście dzielnych dwóch kobiet i mężczyzny, którym jestem bardzo wdzięczna:).
O PL rozpisywac się nie będę bo byłby to zbyt duży offtop, biorąc pod uwagę tytuł bloga:). Powiem tylko, że było fantastycznie, po balu bolały mnie niesamowicie stopy, co świadczy, iż zabawa była przednia (a buty nie do konca wygodne;) - ale tak to jest, jak chce się wyglądać jak gwiazda:D). A to przede wszystkim dzięki wspaniałym przyjaciołom, do których aż chce się wracać:). W międzyczasie zaliczyłam też swój poważniejszy debiut cukierniczy i zmierzyłam się z przepisem na genialny sernik z brzoskwiniami mojej cioci - efekt końcowy był zdumiewający nawet dla mnie samej:). Ale co się wymodliłam przed piekarnikiem przez te 1,5 h kiedy sernik się piekł to wiem tylko ja:). Szkoda, że w Szwecji nie mozna kupić zwykłego twarogu, bo mogłabym jeszcze się wykazać tutaj:). Ale już po głowie mnie i Ani chodził pomysł własnej produkcji sera:).
Ogólnie staram się teraz jeszcze systematyczniej niz do tej pory ruszać:). Zobaczymy co z tego wyjdzie:). Mam nadzieję, że jednak uda mi się tutaj rozbiegać bardziej niż przez ostatnie 3 lata w Warszawie;). Dziś z kolei poszłam na pierwsze zajecia z tańca nowoczesnego. Było dość delikatnie, jazzowo raczej i sympatycznie:). Moje ciało chyba jednak tęskniło za cotygodniowym wyginaniem sie i skakaniem w rytm muzyki, jakie serwowałam mu w zeszłym roku u fantastycznego pan R. z jeszcze bardziej fantastycznymi pośladkami;). Eh...:)
No tak, to tym jakże miłym wspomnieniowym akcentem zakończę na dzisiaj:). Zabieram się za czytanie, aby nie mieć zaległości gdy M. przyjedzie:).
wtorek, 24 lutego 2009
poniedziałek, 26 stycznia 2009
Pięknie! :)
W końcu dziecko, które jest we mnie dostało, to czego chciało...:) Falun jest całe zasypane śniegiem:), ale tak, że po odśnieżaniu aż porobiły się zaspy! Jest pięknie, biało i wcale nie tak zimno. Miodzio:). W nocy też mi coś pod oknem wyrosło:).
To jedna pozytywna wiadomość. Druga jest taka, że po tygodniu intensywnej walki i wygniatania matareca w łóżku udało mi się (odpukać - puk, puk) pozbyć szwedzkiego paskudztwa. Ale szczerze przyznaje, że to był najgorszy tydzień mojego całego pobytu tutaj jak do tej pory.
Jest jeszcze trzecia, najważniejsza:). Jeszcze tylko dwa tygodnie do wylotu do Polski!:) Gdyby ktoś w sierpniu przed wyjazdem tutaj powiedział Marioli, że będzie tak dni odliczać, nie uwierzyłaby... Zresztą, nie ma się co Marioli dziwić - ja sama jeszcze nie do końca zdaję sobie z tego sprawę;).

To jedna pozytywna wiadomość. Druga jest taka, że po tygodniu intensywnej walki i wygniatania matareca w łóżku udało mi się (odpukać - puk, puk) pozbyć szwedzkiego paskudztwa. Ale szczerze przyznaje, że to był najgorszy tydzień mojego całego pobytu tutaj jak do tej pory.
Jest jeszcze trzecia, najważniejsza:). Jeszcze tylko dwa tygodnie do wylotu do Polski!:) Gdyby ktoś w sierpniu przed wyjazdem tutaj powiedział Marioli, że będzie tak dni odliczać, nie uwierzyłaby... Zresztą, nie ma się co Marioli dziwić - ja sama jeszcze nie do końca zdaję sobie z tego sprawę;).
czwartek, 22 stycznia 2009
hmm...
No i stało się... Falunowe przeziębienie dopadło mnie trzeci już raz:/. Mam nadzieję, że to już ostatni...
To mój pierwszy wpis po powrocie z Polski więc czuję sie w obowiązku niejako napisać trochę o tym co być może się zmieniło tutaj;).
To, co przede wszystkim rzuca sie w oczy to duuuużo Polaków:). Ok, faktycznie fajnych;). Natomiast reszty nowego składu Britsenowego jeszcze zbyt dobrze nie poznałam ze wględu na moją niedyspozycję obecną. Wprawdzie w
weekend miniony wielu spośród "newcomersów" było na domówce u Niemców, ale ciasnota taka, "crowded";), że nie było gdzie stopy postawić, co Marioli ewidentnie przeszkadzało.. (chyba za bardzo wygodnicka sie zrobiła;)).
To co mnie cieszy wciąż, to snieg za oknem:), który w połączeniu z temperaturą rzędu tylko kilku stopni poniżej zera daje całkiem przyjemne wrażenia:).
To może dla równowagi coś mniej miłego - złotówka się chwieje..korona szaleje.. biedniejemy tutaj niestety.. Ale cóż poradzić - jak to już kiedyś usłyszałam - zachciało się tak daleko na Północ, to proszę bardzo... No i jakos poradzić będzie trzeba:). Póki co zainwestowałam w półroczny karnet na fitness aby mniej wydawać na jedzenie. Słowem - nastąpiło przesunięcie środków;). I jeszcze sie okaże, że w końcu Mariola nauczy się rozsądnie gospodarować pieniędzmi..hehe...:D
Zapomniałabym.. Zostałam nowym bossem kitchenowym;) w mojej korytarzowej kuchni. W sumie to sama sie nim mianowałam;D Ale ktoś musi przecież czuwać nad tym, co się czasem wyczynia w A-down, bo czasem "kitchen is out of control":D.
Z ciekawostek to moze jeszcze o sylwestrze w britsen;)? Bardzo fajna impreza z tego wyszła:). Jako że Agnes chorowała w sylwestra (tego "prawdziwego") postanowiliśmy tutaj jej zorganizować party:). Jak na sylwestra przystało, były przekąski i szampan:). Z tym że z szampanem to dość "przebojowo". Najpierw robiąc zakupy totalnie zapomnieliśmy, że jednak przydałyby się bąbelki i dosłownie spod prysznica wypadłam z przerażającą myslą, ze nasz sylwetster odbędzie sie bez szampana. Ale bąbelki zdobyłam:). Z tym, ze pozbawione niemal procentów, bo na wizytę w Systembolaget było już za późno.. Kolejna przygoda bezpośrednio związana z owym brakiem procentów była taka, ze rzeczony "szampan" zamarzł kiedy chłodził się chwile w zamrażarce:D. No i o północy nie wystrzelił... Ale na szczęście na odsiecz przybyli kolejni imprezowicze z butelką "prawdziwego" szampana. I wszystko dobrze się skończyło:).
To mój pierwszy wpis po powrocie z Polski więc czuję sie w obowiązku niejako napisać trochę o tym co być może się zmieniło tutaj;).
To, co przede wszystkim rzuca sie w oczy to duuuużo Polaków:). Ok, faktycznie fajnych;). Natomiast reszty nowego składu Britsenowego jeszcze zbyt dobrze nie poznałam ze wględu na moją niedyspozycję obecną. Wprawdzie w
weekend miniony wielu spośród "newcomersów" było na domówce u Niemców, ale ciasnota taka, "crowded";), że nie było gdzie stopy postawić, co Marioli ewidentnie przeszkadzało.. (chyba za bardzo wygodnicka sie zrobiła;)).To co mnie cieszy wciąż, to snieg za oknem:), który w połączeniu z temperaturą rzędu tylko kilku stopni poniżej zera daje całkiem przyjemne wrażenia:).
To może dla równowagi coś mniej miłego - złotówka się chwieje..korona szaleje.. biedniejemy tutaj niestety.. Ale cóż poradzić - jak to już kiedyś usłyszałam - zachciało się tak daleko na Północ, to proszę bardzo... No i jakos poradzić będzie trzeba:). Póki co zainwestowałam w półroczny karnet na fitness aby mniej wydawać na jedzenie. Słowem - nastąpiło przesunięcie środków;). I jeszcze sie okaże, że w końcu Mariola nauczy się rozsądnie gospodarować pieniędzmi..hehe...:D
Zapomniałabym.. Zostałam nowym bossem kitchenowym;) w mojej korytarzowej kuchni. W sumie to sama sie nim mianowałam;D Ale ktoś musi przecież czuwać nad tym, co się czasem wyczynia w A-down, bo czasem "kitchen is out of control":D.
Z ciekawostek to moze jeszcze o sylwestrze w britsen;)? Bardzo fajna impreza z tego wyszła:). Jako że Agnes chorowała w sylwestra (tego "prawdziwego") postanowiliśmy tutaj jej zorganizować party:). Jak na sylwestra przystało, były przekąski i szampan:). Z tym że z szampanem to dość "przebojowo". Najpierw robiąc zakupy totalnie zapomnieliśmy, że jednak przydałyby się bąbelki i dosłownie spod prysznica wypadłam z przerażającą myslą, ze nasz sylwetster odbędzie sie bez szampana. Ale bąbelki zdobyłam:). Z tym, ze pozbawione niemal procentów, bo na wizytę w Systembolaget było już za późno.. Kolejna przygoda bezpośrednio związana z owym brakiem procentów była taka, ze rzeczony "szampan" zamarzł kiedy chłodził się chwile w zamrażarce:D. No i o północy nie wystrzelił... Ale na szczęście na odsiecz przybyli kolejni imprezowicze z butelką "prawdziwego" szampana. I wszystko dobrze się skończyło:).
niedziela, 11 stycznia 2009
Z ziemi polskiej znów na Północ...
Ależ szybko minął cały miesiąc spędzony w Polsce! Raz, dwa i już trzeba znów wracać..
Ok, za Falun, Britsen, ludźmi i atmosferą erasmusową się trochę stęskniłam, to fakt. Ale jednak powrotu na stare warszawskie i zamojskie śmieci do wspaniałych przyjaciół nie da się do niczego porównać:). Mariolkowe serducho ogromną wdzięczność pragnie w tym miejscu wyrazić:).
Mam nadzieję, że mój kwiatek na oknie nie usechł całkiem z tęsknoty za swoją pania;). Cieszę się na powrót do Falun, ciekawa jestem, co mnie teraz tam nowego spotka (już doszły mnie słuchy, że nowych 15 Polaków w nowym semestrze przyjedzie... - fajnie niby, ale..;)). Zobaczymy:).
A za miesiąc niecały znów odwiedziny w Polsce;).
Ok, za Falun, Britsen, ludźmi i atmosferą erasmusową się trochę stęskniłam, to fakt. Ale jednak powrotu na stare warszawskie i zamojskie śmieci do wspaniałych przyjaciół nie da się do niczego porównać:). Mariolkowe serducho ogromną wdzięczność pragnie w tym miejscu wyrazić:).
Mam nadzieję, że mój kwiatek na oknie nie usechł całkiem z tęsknoty za swoją pania;). Cieszę się na powrót do Falun, ciekawa jestem, co mnie teraz tam nowego spotka (już doszły mnie słuchy, że nowych 15 Polaków w nowym semestrze przyjedzie... - fajnie niby, ale..;)). Zobaczymy:).
A za miesiąc niecały znów odwiedziny w Polsce;).
piątek, 5 grudnia 2008
Mikołajkowo:)
Przesadziła Mariola zupełnie z uśpieniem aktywności blogowej... Chyba trochę śniegowa falunowa pierzynka się do tego przyczyniła..;). I szaleństwo naukowe z ostatnich tygodni pewnie na pewno też.
Falun przykryte białym śniegiem wygląda uroczo, zwłaszcza wieczorem kiedy w każdym niemal oknie zapalone są lampki, świeczki i co tam jeszcze daje światło. To taki szwedz
ki bardzo pieczałowicie pielęgnowany zwyczaj - zamiast światła dziennego, którego w grudniu naprawdę niewiele jest, ulice i domy rozświetlane są dodatkowo takimi światełkami. Obiecuję przed wyjazdem jeszcze wrzucić zdjęcia, aby to trochę bardziej zobrazować:).
W penym stopniu Mariolka uległa szwedzkim zwyczajom okiennym i skusiła się na udekorowanie swojego jedynego okienka w pokoju aby było bardziej "klimatyczno-szwedzko-świąteczne";). Przez cały proces nawlekania ozdób na nitki i przewieszania ich przez karnisz towarzyszyła mi już nutka świątecznego nastroju;). Próbka efektu do podziwiania na zdjęciu:).

Ach, i ten przyjemny temat - za 6 dni wskakuję w pociąg, jadę na Arlandę i potem fruuuuuu:) Naprawdę nie mogę się doczekać:) I mam nadzieję, że Warszawa przywita mnie ciepło - chociażby promykiem słońca, kiedy wstanę rano:). Słyszysz słońce;)?
Falun przykryte białym śniegiem wygląda uroczo, zwłaszcza wieczorem kiedy w każdym niemal oknie zapalone są lampki, świeczki i co tam jeszcze daje światło. To taki szwedz
ki bardzo pieczałowicie pielęgnowany zwyczaj - zamiast światła dziennego, którego w grudniu naprawdę niewiele jest, ulice i domy rozświetlane są dodatkowo takimi światełkami. Obiecuję przed wyjazdem jeszcze wrzucić zdjęcia, aby to trochę bardziej zobrazować:).W penym stopniu Mariolka uległa szwedzkim zwyczajom okiennym i skusiła się na udekorowanie swojego jedynego okienka w pokoju aby było bardziej "klimatyczno-szwedzko-świąteczne";). Przez cały proces nawlekania ozdób na nitki i przewieszania ich przez karnisz towarzyszyła mi już nutka świątecznego nastroju;). Próbka efektu do podziwiania na zdjęciu:).

Ach, i ten przyjemny temat - za 6 dni wskakuję w pociąg, jadę na Arlandę i potem fruuuuuu:) Naprawdę nie mogę się doczekać:) I mam nadzieję, że Warszawa przywita mnie ciepło - chociażby promykiem słońca, kiedy wstanę rano:). Słyszysz słońce;)?
wtorek, 18 listopada 2008
gdzieś między Szwecją a Polską...
jest Mariola...
Odkrywcze jak nie wiem co;). A tak serio, to trochę więcej sensu powinno dać wyjaśnienie, że właśnie Mariola jest w trakcie pisania pracy zaliczeniowej o szwedzkim i polskim systemie emerytalnym. To tak gwoli wyjaśnienia tylko.
Znowu w Mariolkowe życie nie wiadomo skąd wtargnęło niedobre szwedzkie przeziębienie i od piątkowego wieczoru nieustannie Mariolę wkurza. Bo żadne sposoby Mariolkowe sobie z nim nie radzą, a jak Marioli coś nie wychodzi tak jak chce to jest zła. Ot, a problem to tym większy, że na weekend zaplanowała sobie Mariola, że napisze o tych systemach i typologiach welfare state, ale zatkany nos i gardło spowodowały brak kontaktu Marioli z jej półkulami mózgowi i w rezultacie siedzi Mariola i kończy pisać pracę właśnie teraz:).
Ach, bo zapomniałabym.. Mimo kondycji niewątpliwie odbiegającej od normy (a może właśnie dzięki temu?) udało się Marioli wzbogacić szwedzkie doświadczenia kulinarne w postaci ugotowanego rosołu (nie z kostek Knorra;)) i ogórkowej z babcinych ogórków dostarczonych przez Niemkę polskiego pochodzenia. Ach, och i mniam:).
A pogoda to już nie sprzyja totalnie.. Może znajdzie się ktoś, kto odpowie na apel;) "Podaruj mi trochę słońca"?;)
Odkrywcze jak nie wiem co;). A tak serio, to trochę więcej sensu powinno dać wyjaśnienie, że właśnie Mariola jest w trakcie pisania pracy zaliczeniowej o szwedzkim i polskim systemie emerytalnym. To tak gwoli wyjaśnienia tylko.
Znowu w Mariolkowe życie nie wiadomo skąd wtargnęło niedobre szwedzkie przeziębienie i od piątkowego wieczoru nieustannie Mariolę wkurza. Bo żadne sposoby Mariolkowe sobie z nim nie radzą, a jak Marioli coś nie wychodzi tak jak chce to jest zła. Ot, a problem to tym większy, że na weekend zaplanowała sobie Mariola, że napisze o tych systemach i typologiach welfare state, ale zatkany nos i gardło spowodowały brak kontaktu Marioli z jej półkulami mózgowi i w rezultacie siedzi Mariola i kończy pisać pracę właśnie teraz:).
Ach, bo zapomniałabym.. Mimo kondycji niewątpliwie odbiegającej od normy (a może właśnie dzięki temu?) udało się Marioli wzbogacić szwedzkie doświadczenia kulinarne w postaci ugotowanego rosołu (nie z kostek Knorra;)) i ogórkowej z babcinych ogórków dostarczonych przez Niemkę polskiego pochodzenia. Ach, och i mniam:).
A pogoda to już nie sprzyja totalnie.. Może znajdzie się ktoś, kto odpowie na apel;) "Podaruj mi trochę słońca"?;)
piątek, 14 listopada 2008
wy-czerpanie
A tak właśnie - wy-czerpujące były ostatnie dni. Z dzisiejszym wieczorem włącznie;). Przede wszystkim to "zasługa" tego, że od tygodnia niemal nieugięcie walczę z kolejnymi typologiami welfare state a przez jakiś czas odczuwałam nawet, że to one walczą ze mną;). Póki co wygrałam i nawet "podwójny Saxonberg" nie dał mi rady.
Z kolei aby sie uodpornić na kolejne mające nadejść starcia rozpoczęłyśmy dzis z Asią intensywne przygotowania w postaci treningu kick boxingu;). I nie śmiać się proszę, że pacyfistycznie nastawiona do świata Mariola jakoś się przekonała do walenia z całej siły pięściami;). Asia żyje, ja jeszcze też - zobaczymy czy jutro będziemy mogły się ruszyć;). Może z czasem nawet uda nam się dojść do momentu w którym będziemy zadawać ciosy robiąc jednocześnie pompki;), bo dziś to nawet pomki zrobić nie mogłam niestety. Tak więc czwartkowe wieczory od dzisiaj zostają dedykowane kick boxingowi. Nad planem na kolejne dni musimy jeszcze popracować:).
Z małych obserwacji falunowej infrastruktury - przy przejściach dla pieszych zainstalowane są puszki z przyciskami takimi jak w Polsce dla przyspieszenia zmiany świateł, ale... puszeczki są podświetlane światełkiem aby było wiadomo gdzie przyciskać;), a światełko włączane jest fotokomórką - na zwykłym przejściu dla pieszych w Falun:).
Z kolei aby sie uodpornić na kolejne mające nadejść starcia rozpoczęłyśmy dzis z Asią intensywne przygotowania w postaci treningu kick boxingu;). I nie śmiać się proszę, że pacyfistycznie nastawiona do świata Mariola jakoś się przekonała do walenia z całej siły pięściami;). Asia żyje, ja jeszcze też - zobaczymy czy jutro będziemy mogły się ruszyć;). Może z czasem nawet uda nam się dojść do momentu w którym będziemy zadawać ciosy robiąc jednocześnie pompki;), bo dziś to nawet pomki zrobić nie mogłam niestety. Tak więc czwartkowe wieczory od dzisiaj zostają dedykowane kick boxingowi. Nad planem na kolejne dni musimy jeszcze popracować:).
Z małych obserwacji falunowej infrastruktury - przy przejściach dla pieszych zainstalowane są puszki z przyciskami takimi jak w Polsce dla przyspieszenia zmiany świateł, ale... puszeczki są podświetlane światełkiem aby było wiadomo gdzie przyciskać;), a światełko włączane jest fotokomórką - na zwykłym przejściu dla pieszych w Falun:).
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
