To żeby nie było tak tajemniczo, mówię od razu o co chodzi;). Śnieg spadł, i owszem, ale w Borlange, 20km od Falun. U mnie pada dzisiaj niestety deszcz, ale liczę na to, że niedługo będę mogła się nacieszyć już śniegiem - przynajmniej powinno się wtedy zrobić widniej;).
Co do psich kup... Szwedzi nie są takimi fanami psów, jak Polacy, co wynika z wielu czynników,a le nie będę tutaj wykładu robić. W każdym razie niewielu jest właścicieli czworonogów przechadzajacych się po mieście czy terenach zielonych, a jeśli już taki Szwedz wybierze się na spacer, to koniecznie po psie swoim sprząta! (Ach, tak mi się Warszawa przypomniała... - zastanawia mnie co gorsze - potop szwedzki czy potop psich odchodów, który obejmuje we władanie stolicę w okresie roztopów..;)?). Wracając do Falun, chyba dwa dni temu szłam sobie z Asia jedną z głównych uliczek w centrum miasteczka i zobaczyłam na bruku coś, z czego zdałam sobie sprawę dopeiro dobrą chwilę później, bo cieżko było mi w to uwierzyć... Na kocich łbach Asgatan leżała psia kupa! Niesamowite, jakiego szoku może człowiek w takiej chwili doznać..;) Moje przypuszczenie jest takie, że właściciel tego stworzenia, które zostawiło bobka na ulicy nie mógł byc Szwedem.
To może jeszcze o Szwedach trochę, bo to wdzięczny temat;). Ich szacunek do prawa i wszelkich regulaminów, regulacji itp. jest niezwykły.
Dobrą ilustracją tego będzie mała historyjka z życia wzięta. Otóż pewnego piątku wybrał się pewien szedzki student z grupą znajomych do Karen - miejsca, gdzie w piątki imprezują studenci. Jako, że Karen należy do tutejszego zrzeszenia studentów, aby wejść do środka należy okazać kartę poświadczającą wpłatę opłaty członkowskiej i dokument potwierdzający tożsamość i wiek. Kolejna cecha imprez w Karen jest taka, że w roli DJów pojawiają się studenci należacy do Falunowego zrzeszenia. Tak się złożyło, że ów rzeczony Szwed grywał kilkakrotnie już na piątkowych imprezach. Feralnego wieczoru zapomniał jednak karty studenckiej i nie było przebacz. A przecież ochroniarze i zwłaszcza ekipa obsługująca cały przybytek (też studenci-wolontariusze) znali go wcześniej. N
ie jest mi trudno wyobrazić sobie, ze w tej sytuacji w polskim klubie jednak taka osoba wchodzi. A tutaj to nie przejdzie. Regulamin jest regulaminem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

3 komentarze:
Co o tym sądzicie? Bo mi wydaje się, że to lekka przesada. Prawo jest po to aby go przestrzegać, jednak człowiek ma rozum (czyt. rozsądek) i własne sumienie i tego też może czasami używać. Prawo ma służyć ludziom, a nie być kłodą, więc dopóki się komuś nie szkodzi... Ja na przykład tak podchodzę do jazdy samochodem: przede wszystkim i na pierwszym miejscu (obok przepisów-jako wskazówki) biorę pod uwagę panujące warunki. Wiem, że Szwedzi jak mają ograniczenie do 40 km/h to wszyscy jadą 40 km/h, ale czy jest coś złego w jeździe 60 km/h? Choćby po to żeby utrzymać płynność jazdy? Podsumowując, w granicach rozsądku trzeba prawo interpretować (czyż nie spełniają się w tym miejscu klauzule generalne o zasadach współżycia społecznego i społecznym przeznaczeniu prawa?:)).
P.S. Jest w Polsce pewna szwedzka grupa... wiecie jaka? To pracownicy firm zajmujących się kontrolą biletów:)
pewnie, że prawo ma służyć człowiekowi - po to je kiedyś wymyślono, ale też nie jest idealne. I to, czy ktoś użyje rozumu w przypadku istnienia absurdalnego czasem przepisu, albo który staje się absurdalnym w jakiejś konkretnej sytuacji zależy raz od inteligencji;) a dwa od nastawienia do prawa i prawodawcy. Szwedzi mają tak niesamowicie wpojąną ideę państwa opiekuńczego, które dba o nich w każdej sytuacji, że to, co jest zawarte w regulacjach państwowych (a pochodnie też wszelkiego rodzaju instytucji) jest (teraz może już ciut mniej, ale było bardzo) uważane za przejaw swoistej "troski" welfare state'u o obywatela. Szwed myśli bowiem, że państwo nie może go skrzywdzić i on temu państwu ufa. I ten szacunek do wszelkich regulacji poniekąd stąd wynika.
Zresztą Szwedzi bardzo nie lubią problemów - co może być kolejnym powodem takiego posłuszeństwa wobec prawa - jeśli mogą uniknąć mandatu i interwencji służb porządkowych, to po prostu zastosują się do przepisów i tego unikną...
Brzmi to wszystko jak z innej planety troche;) ale tak tu na Północy jest.. Dziwnie;)
A propos łamania prawa... nie wiem czy słyszałaś Kasiu o ostatnim wybryku posła Kurskiego, który spiesząc się do stolicy w celu wykonywania ważnych poselskich obowiązków (jakim było spotkanie klubu poselskiego Prawa i Sprawiedliwości), będąc zmuszonym z powodu mgły zastąpić samolot samochodem, podłączył się pod policyjny konwój przewożący przestępców. Dodać należy, iż owy konwój złożony z 2 pojazdów przemieszczał się z prędkością ok. 170 km/h. Niestety, nikt nie zorientował się, że na "doczepkę" czy jak kto woli - "na trzeciego" jedzie właśnie poseł Jacek K. Wręcz przeciwnie - podejrzewano, że to groźny przestępca chcący odbić swoich kolegów. Efekt? Blokada policyjna i zatrzymanie pana Kurskiego, który zapytany przez któregoś z dziennikarzy jakimi pobudkami się kierował, odpowiedział, że "dobrze się jechało". Ale kończąc dygresję i wracając do Sverige... możnaby Szwedom opowiadać to jako czarny żarcik przedstawiający polską, kolorową rzeczywistość, która może zaskakiwać nawet nas Polaków, bardziej tolerancyjnych na łamanie prawa. ;o)
Prześlij komentarz