poniedziałek, 26 stycznia 2009

Pięknie! :)

W końcu dziecko, które jest we mnie dostało, to czego chciało...:) Falun jest całe zasypane śniegiem:), ale tak, że po odśnieżaniu aż porobiły się zaspy! Jest pięknie, biało i wcale nie tak zimno. Miodzio:). W nocy też mi coś pod oknem wyrosło:).

To jedna pozytywna wiadomość. Druga jest taka, że po tygodniu intensywnej walki i wygniatania matareca w łóżku udało mi się (odpukać - puk, puk) pozbyć szwedzkiego paskudztwa. Ale szczerze przyznaje, że to był najgorszy tydzień mojego całego pobytu tutaj jak do tej pory.

Jest jeszcze trzecia, najważniejsza:). Jeszcze tylko dwa tygodnie do wylotu do Polski!:) Gdyby ktoś w sierpniu przed wyjazdem tutaj powiedział Marioli, że będzie tak dni odliczać, nie uwierzyłaby... Zresztą, nie ma się co Marioli dziwić - ja sama jeszcze nie do końca zdaję sobie z tego sprawę;).

czwartek, 22 stycznia 2009

hmm...

No i stało się... Falunowe przeziębienie dopadło mnie trzeci już raz:/. Mam nadzieję, że to już ostatni...

To mój pierwszy wpis po powrocie z Polski więc czuję sie w obowiązku niejako napisać trochę o tym co być może się zmieniło tutaj;).
To, co przede wszystkim rzuca sie w oczy to duuuużo Polaków:). Ok, faktycznie fajnych;). Natomiast reszty nowego składu Britsenowego jeszcze zbyt dobrze nie poznałam ze wględu na moją niedyspozycję obecną. Wprawdzie w weekend miniony wielu spośród "newcomersów" było na domówce u Niemców, ale ciasnota taka, "crowded";), że nie było gdzie stopy postawić, co Marioli ewidentnie przeszkadzało.. (chyba za bardzo wygodnicka sie zrobiła;)).
To co mnie cieszy wciąż, to snieg za oknem:), który w połączeniu z temperaturą rzędu tylko kilku stopni poniżej zera daje całkiem przyjemne wrażenia:).
To może dla równowagi coś mniej miłego - złotówka się chwieje..korona szaleje.. biedniejemy tutaj niestety.. Ale cóż poradzić - jak to już kiedyś usłyszałam - zachciało się tak daleko na Północ, to proszę bardzo... No i jakos poradzić będzie trzeba:). Póki co zainwestowałam w półroczny karnet na fitness aby mniej wydawać na jedzenie. Słowem - nastąpiło przesunięcie środków;). I jeszcze sie okaże, że w końcu Mariola nauczy się rozsądnie gospodarować pieniędzmi..hehe...:D

Zapomniałabym.. Zostałam nowym bossem kitchenowym;) w mojej korytarzowej kuchni. W sumie to sama sie nim mianowałam;D Ale ktoś musi przecież czuwać nad tym, co się czasem wyczynia w A-down, bo czasem "kitchen is out of control":D.

Z ciekawostek to moze jeszcze o sylwestrze w britsen;)? Bardzo fajna impreza z tego wyszła:). Jako że Agnes chorowała w sylwestra (tego "prawdziwego") postanowiliśmy tutaj jej zorganizować party:). Jak na sylwestra przystało, były przekąski i szampan:). Z tym że z szampanem to dość "przebojowo". Najpierw robiąc zakupy totalnie zapomnieliśmy, że jednak przydałyby się bąbelki i dosłownie spod prysznica wypadłam z przerażającą myslą, ze nasz sylwetster odbędzie sie bez szampana. Ale bąbelki zdobyłam:). Z tym, ze pozbawione niemal procentów, bo na wizytę w Systembolaget było już za późno.. Kolejna przygoda bezpośrednio związana z owym brakiem procentów była taka, ze rzeczony "szampan" zamarzł kiedy chłodził się chwile w zamrażarce:D. No i o północy nie wystrzelił... Ale na szczęście na odsiecz przybyli kolejni imprezowicze z butelką "prawdziwego" szampana. I wszystko dobrze się skończyło:).

niedziela, 11 stycznia 2009

Z ziemi polskiej znów na Północ...

Ależ szybko minął cały miesiąc spędzony w Polsce! Raz, dwa i już trzeba znów wracać..
Ok, za Falun, Britsen, ludźmi i atmosferą erasmusową się trochę stęskniłam, to fakt. Ale jednak powrotu na stare warszawskie i zamojskie śmieci do wspaniałych przyjaciół nie da się do niczego porównać:). Mariolkowe serducho ogromną wdzięczność pragnie w tym miejscu wyrazić:).

Mam nadzieję, że mój kwiatek na oknie nie usechł całkiem z tęsknoty za swoją pania;). Cieszę się na powrót do Falun, ciekawa jestem, co mnie teraz tam nowego spotka (już doszły mnie słuchy, że nowych 15 Polaków w nowym semestrze przyjedzie... - fajnie niby, ale..;)). Zobaczymy:).
A za miesiąc niecały znów odwiedziny w Polsce;).