wtorek, 2 czerwca 2009

Bzowo.

Dokładnie tak...:) Dzisiaj korespondecja z biblioteki w przerwie analizy przemyśleń T. Marshalla nad istotą obywatelstwa. Bo Mariola pisze jeszcze swą szwedzką magisterkę.. Z małym przesunięciem, acz na luzie już absolutnym, czemu (w sensie - luzowi) sprzyjała pogoda ostatnich dni - typowo szwedzkie upalne lato;). Sunbathing 2009 zatem już rozpoczęty;).

Koniecznie chciałam o czymś, aby mi nie umknęło... Bez... O bzie w Falun słów kilka. Kwitnie później nieco niż w Polsce, zresztą jakoś specjalnie sobie nim głowy nie zawracałam, chociaż bardzo lubię (nawet bzowych perfum się dorobiłam;)), dopóki któregoś majowego wieczoru w drodze powrotnej z treningu jakiś zapach zaczął mnie niesamowicie dusić... Zrzuciłam to na karb alergii, która niestety w Falun zaczęła postępować (jak to określiła Kakolka - w wyniku intensywniejszego jednak niż w stolicy kontaktu z naturą...), ale całą noc myślałam, że przecież ten zapach nie był mi obcy. No i wymyśliłam, a w zasadzie skojarzyłam gdy następnego dnia szłam do miasta (czego długo wczesniej nie robiłam ze względu na próby skupienia sie na pisaniu pracy mgr) i zobaczyłam, że krzewy przy ulicach i ścieżkach, wszędzie niemal skapane są w niesamowitym fiolecie w różnych odcieniach, gdzieniegdzie poprzeplatanym jasnym, kremowym prześwitem... Zachwyt to chyba odpowiednie słowo, aby określić to, co Mariola czuła..;) Bzowy raj:). Muszę jeszcze tylko porwać aparat na małą wycieczkę po bzowych ścieżkach, aby co nieco z nich pozostało:).

Brak komentarzy: