czwartek, 2 lipca 2009

Slutet

czyli 'koniec' po szwedzku...

Chyba nie miałam wcześniej żadnych wyobrażeń co do tego kiedy ten koniec szwedzkiej przygody nastąpi i jak się z tym będę czuć. Chociaż...może trochę myślałam, że dłużej tam zabawię;). Trochę to wynik niespodziewanych zawirowań w Mariolkowym życiu osobistym, ale przypuszczam, że duże znaczenie ma też fakt, że Szwecja póki co jak na Mariolke trochę za mało "krejzolska" jest jeśli chodzi o życie na co dzień, poza międzynarodową oazą Britsenową, w której na szczęście udało się Mariolce ostatni rok przeżyć i zdobyć niesamowite wspomnienia:).

Chociaż stronię poniekąd od sentymentalizmu, myślę, że na sam koniec tworzenia tego blogowego towarzysza Erasmusowej Przygody warto podziękować tym Wszystkim, którzy przyczynili się do jej niezwykłej atmosfery:). (Choć zastrzec muszę, że pewnie niestety "uda' mi się o kims zapomnieć...)
Asi - za wszystko od początku (pierwszego kroku postawionego w britsenowych korytarzach) aż do końca we wspólnym reprezentowaniu stolicy na obczyźnie:)
Ani - za Towarzystwo w a-downowej kuchni:) i dużo rozmów na tematy wszelakie, zawsze ważne;)
Adzie - za niezłomna wytrwałość w zagrzewaniu do imprezowania;) i za rozmowy również wszelkie
Agnes - za spokój i za ciepło niezbędne w Britsenie:) i za polskie ogórki kiszone z Niemiec;)
Karolinie - za litry wspólnie "przegadanego" wina przy tematach niebłahych i błahych też;) i za wspaniałą zupę cebulową:)
Kamilowi - że dostrzegł moje 'męskie geny';) i mimo to raczył nieustannie kawą, doborowym towarzystwem i nie tylko...;)
Sherrie i Meksykańskim Bliźniaczkom- za uśmiech i zawsze gorące powitania;)
Roxanne - za wspólny wypad do Sztokholmu i jej słodkie 'buzi-buzi'
Filipowi - za czułego, rozbrajającego "Puchatka" w jego wykonaniu;) i za niezwykły talent do naśladowania obcych akcentów:)
Waqasowi - za wiele dobrego i sympatię od pierwszej wizyty w smoking roomie:)
Frankowi - za niezłomną energię w tańcu:)
Hasanowi - za niesamowity uśmiech za każdym razem (bez wyjątku;))
Zoe - za uśmiech (a jakże;)) i powtarzane po 100 razy 'you're beautiful';) i za obietnicę wycieczki do włoskich winnic;)
Johanowi, Oliwierowi i Pellemu - za to, że jednak można się bawić ze Szwedami;)
Robinowi - za piekielnie irytującą świadomość swojego równie piekielnego uroku;) i dostarczanie tym samym tematów na niezastąpione pogaduszki w babskim gronie;)
Sebastianowi - że dzielnie szkolił swój polski;)
Pawłowi - za urok chłopca i odwagę, która pozwoliła mi użyć nożyczek na męskich włosach;)
Chłopakom z Cape Town:) - za wspólny wyjazd do Sztokholmu i wspólne śpiewanie na kolacji;)


I Wszystkim tym, którzy te niesamowite chwile ze mną przeżywali w Falun:), a których nie udalo się wymienić (ewentualne wnioski kierowac bezpośrednio do mnie;)). I jeszcze - Wam Kochani, do których tak warto było wrócić do warszawskich czy jakichkolwiek innych korków;).

To może jeszcze w ramach ostatnich słów tutaj napisanych - podróże kształcą, i bynajmniej nie jest o wytarty slogan. Ale im więcej widzę i wiem, tym bardziej wiem, że chcę wciąż wracać do PL. Co nie znaczy, że to koniec Mariolkowych wojaży..;). Kolejne w zanadrzu, ale póki co - ciii;). Trzeba choć na chwilę zagrzać miejsce;).

Zatem - Panie i Panowie - kończymy niniejszym tego bloga, dziękując na koniec tym, którzy czasem tu zaglądali, czasem napisali, którym być może coś się spodobało stąd lub pomogło.

Mariola